Gdy nie było ciebie przy mnie

Gdy nie było ciebie przy mnie

 

Gdy nie było ciebie przy mnie

Kwiaty na parapecie zwieszają kielichy

Za oknem szpitala, czerwcowa łąka przywiędła

Jakby ją rosa i deszcz strugą nie całowała

 

W sobie samotność, nikt nie schyla się nade mną

Pusty, miałki, nieszczęśliwy ze wszystkich stworzeń

Stojak, wenflonowy posiłek, pusty sufit firmamentem

Dłoń ściśnięta, oczy nie widzące, ciebie nie ma przy mnie.

 

Może moje serce bardzo kochało ,przez lata cale

dla naszych tęsknot i marzeń wiecznotrwałych.

Gdybym ciebie chociaż słowem przywołać mógł

Gdybyś była przy mnie uczyniłby to sam Bóg

 

Gdy ciebie przy mnie nie ma

Samotność wlecze się jak spacer starca

Migoczą światełka, kreski, kardiogramu echa

Zmęczony operacją, zasypiam, mała pociecha

 

Stanąłem bezwiednie na ulicy jak słup soli

Nie potrafiłem zrobić kroku, każda cząstka boli

Glos zamarł w krtani, błagam ratunku oczyma

Ryk syreny, ona- biało czerwona Erka

 

Mam w sobie dar bezcenny, to By Passy

Serce chłopca, operacja, robota pierwszej klasy

Czasem gdy mnie chęć i namiętność wystrzeli

Witam niebo, sercem, daleko mi do ziemi.

 

Gdy ciebie nie było przy mnie

Próżne oczekiwania, zanikały marzenia

Mara zwodnicza, rozwiewająca się w mroku

Jesteś, idziesz ku mnie, poznaje po twoim kroku

 

Jest tyle pięknych chwil którymi warto się dzielić

Prosiłem złote słonce by się zatrzymało

Dostałem nowe życie którego mi ciągle mało

Serce już zdrowe, stuka cudownie jak dawniej stukało

 

Jesteś obok, coś we mnie drgnęło jak dotyk kwiatem

Dziś, jutro zatańczymy z całym światem

Autor:slonzok

Bolesław Zaja

 

 

 

 

 

Niemowlęce pantofelki

Mam jeszcze małe stopki, bo jestem maleńki
Mój ociec i starszy brat biorą je do jednej ręki
nie stąpają , nie dotykają ziemi po ziemi swobodnie
leżąc w łóżeczku, fruwają w powietrzu swawolnie

Mam już swoje buciki, zapinane na nappy
są ładniejsze, od butów brata i taty
Ich buty błyszczą czernią jak lustra w krysztale
moje obok nich piękniejsze, delikatne szare

Ich wielkie buty mają węzły, sznurowadła
jakby się w nich schludna dzikość wkradła
Moje pięknością oczy zniewalają, wyższa sztuka
Patrząc na moje w pedanterii się piękna szuka

Moje buciki nazywają się filipki, od mego imienia
będę moje buciki bardzo często na większe  zmieniał
Za lat parę, na stelażu będą stały równo trzy pary
obok nich najpiękniejsze pantofle naszej mamy

Historia nasze malej rodzinki, to butów cztery pary
cudowne jest w nas to, że kochamy się  bez miary

Autor:slonzok
Bolesław Zaja

To moja wyobraźnia, jestem jej więźniem

Koszyczek wypełniam myślą niesforną

dodaję uncję tęczowej ciszy

wędruję tam gdzie kroki bezgłośnie błądzą

szukam, odkrywam rąbki sercowej tajemnicy

 

Nieprzerwanie przywołuję w pamięci

delikatność kroków i uśmiech z pod czoła

modeluję opuszkami palców, piękno nęci

twoje ciało o nieskazitelne piękno woła

 

Sztaluga na niej płótno w barwach i kreski

Pieszczę pędzlem, wydobywam kontury

Oczy, oczy winny być duże, niebieskie

Prawie jesteś żywa zbliżona do natury

 

Mogę i to czynię jak poeta pisać swoje wersy

Na wolnej przestrzeni, gdzie twoja sylwetka

Opuszkami w klawisze, muzyka i nic więcej

To moja wyobraźnia, jestem jej więźniem

Autor:slonzok

Bolesław Zaja

Słyszane w przestrzeni

Nie wchodź słyszę zewsząd
przecież tam nie ma światła
Znajdziesz słyszę zaledwie
kilka wspomnień zawiniętych
w stare gazety z twojego dzieciństwa

Słyszę każde słowo porzucone w przestrzeń
w czas, w okruchy kamyków które kiedyś
nosiłem w swoich krótkich spodenkach
Pamiętam, one przypominały plaże, morze
o którym marzyłem a nigdy tam  nie byłem

Wymyślam teraz morze, kreski mew gdzieś w górze,
muszle i niebo zmatowiałe wodą
Kładę słyszanym słowom dłoń na usta, nastaje cisza
Zapargnałem zapachu wody ze stawu i tataraku

Nie, nie jest mi smutno, że tu wszedłem i nie żałuję
pamięć jest jak muszla która jeszcze krwawi
po stracie ślimaka
Głos zewsząd zamarł, zatarły się wspomnienia
znalazłem starą gazetę,  przeszedłem obok

Przy wypisie napisano coś z łaciny, Bay Pas

Autor:slonzok
Bolesław Zaja

Ze też takiego spotkałem

Wstrętne wspomnienia

Na moje nieszczęście spotkałem to – to

Gdyby mi przyszło być dobrym człowiekiem
ze wstrętem odrzucam tą złowrogą myśl
Cóż robiłbym ja krwiopijca, oszust robił bym wtedy
we mnie złość, gniew i inne złe niedobre niestety

Jakie to siły zmusiły by mnie do innych uczynków
do czynienia dobra, z odejściem od złych czynów
Co ja bym zyskał, ile bym stracił złych pomysłów
po co by mi było brać na barki kupa dobrych uczynków

Potrafię zmieniać orientacje polityczne i kulturowe
Szydzę z obcokrajowców, by innym włazić im w kuper
Raz wierze w taka a potem inna wiarę, co się płaca
ale zawsze pilnuje by to była opłacalna płaca

Wchodzę bez pardony w bandziorów lub ministrantów
Nie szukam kumpli, to oni mnie zawzięcie szukają
Niczego się nie boję, na wielu mam haka, bo donoszę
modle się jak komunista, biorę -dawaj, mój Boże

Gdy ,,wakatowe” stanowisko ja jej otrzymuje
przepłacam, straszę bo co chce zdobyć muszę
Gardzę biedota i brzydkimi kobietami, biorę lub nie
sama ze strachu przychodzą, bojąc się mnie

Ubieram się nienagannie, daleki od używek
kto występuje przeciw mnie wysyłam na spoczynek
handluje, kradzionym, szpieguje i skarbówce donoszę
żyje ponad stan, mam forsy po pachy nie gardzę groszem

A gdy by mi przyszło być nienagannym dobry w uczynkach
popadł bym w niełaz kę we wszystkich partiach i urzędach
Okazało by się ze ja nic nie mogę , jestem aniołem
przestał bym grać jako szuler, tasując pod stołem

Dziś mam wypasioną wille z tarasem, w garażu trzy bryki
nie znam literatury, poezji, pieniądz jest dla mnie wszystkim
Niech no tylko wyjdę na swój ukwiecony w wili taras
ze wszystkich stron pokłony uśmiechy na raz

Z politykami żyję doskonale wręcz, mam ich w kieszeni
co chce dostaję, zbuntuje się to się go błyskawicznie zmieni
Opisałem siebie a wiem ze ta kanalia nadal obok mnie mieszka
od dziecka pamiętam go podła świnia zdradziecka

Otrząsam się ze wspomnień awansującego bydlaka
na wydmuchowisku
taka szmatława chorągiewka obszarpana flaga

Autor:slonzok
Bolesław Zaja

http://boleslawzajawwierszach.blog.pl

Zawsze wracam do tej samej rzeki

Zawsze wracam do tej samej rzeki

Jak nocna ćma do ognia lecę
A gdy za mocno mnie przypala
Rozżarzonym ogniem świecę
W nieznaną ciemność się oddalam

Uratowany od spalenia
Bezmyślnie się poddaję woli
Nowego szukam znów płomienia
Niepomny jak to bardzo boli

O wielki- powiedz czemu błądzę
Wciąż wracam na tą samą drogę
I swego błędu nie osądzę
O wielki – ja chcę -ale nie mogę

O daj mi wielki moc przetrwania
Lub płomień uczyń nie gorący
Uchroń mnie wielki od spalenia
Gdy znowu wpadnę tam niechcący

Bolesław

Wstąpiłem, zdziwiony

Wstąpiłem, zdziwiony

Wędruje myślami po gościnnym domu
odkrywam w nim wiele tego
co ze mną związane
a to zasuszony bukiet kwiatów
zdjęcia z mojego albumu

Jakie to niecodzienne,
jestem z wizytą niby przypadkiem
a tutaj tyle mojego,
nawet z przed laty

A to przydrożny kamień
wysłany do tego domu
zaniósł go posłaniec,
tylko nie mów od kogo, nikomu

Na ścianie kalendarz z datą niedzisiejszą,
taki sam wisiał u mnie, zabrała po kryjomu
Bo miał tobie przypominać datę naszego poznania
a może zaznaczona data, pierwszego całowania

Wchodzę w czeluść nieznanego
delikatnie na palcach
wchodzę w tunel wyobraźni
Słyszę szelest sukni, myślom nie ma granic

Za zamkniętymi drzwiami muzyki granie
To moja płyta, nagrałem ją dla niej
Zapalam i gaszę światło jak czyni to natura
jest dzień, jest noc czarna jak gradowa chmura

Wychodzę myślami w styczniowe bez śniegowe mrozy
Świt jak wypełniony kielich z nektarem pachnie
Widzę, dotykam, czuję
Czy ja śnię, to jawą, z tym pięknym pewnie dziś zasnę

Bolesław
Autor:slonzok

Nie będę zatrzymywał wahadła

ONA

Gdy w samotności w kąciku się sadowię

Jakieś obce kroki, chrobot słyszę

Wtedy gardło mi zasycha strachem

Myślami uciekam przed upływającym życia czasem

JA

 

i ja się cieszę, że ten potwor ciebie nie złapał, i za tobą człapie jeszcze,

i przechodzą po plecach delikatne dreszcze

Znam tego potwora, nawet wiem jaką ma grupę krwi,

znam jego rodzinę, to zegary które cały czas wybijają godzinę.


Nie będę zatrzymywał czasu wahadła, on na to nie pozwoli,

ale znam dla ciebie uciekająca drogę na której jego nie ma –

to uczucie miłości, ono wahadło zatrzyma.

Bo od wieków wie każda niewiasta, ze miłość,

zatrzaskuje drzwi przed starością i przed nią drzwi zatrzaska.


Dziś młoda dziewczyno, co ledwo opuściłaś spódnice mamy,

przed tym potworem nie uciekniemy ale uciekamy.

Niech sobie goni za tobą, ja też go czuje jak mnie w plecy dotyka,-

ja mu w nos pstryka, on ucieka.


Są księgi i legendy o tym by długo, bywać na ty padole,

ksiąg nie czytam, legendy puszczam mimo uszu,

i dobrze mi z tym, żyje dziś jak buszu.
Wokoło wojny, polityka włazi do nas oknami, a my tutaj na beju,

serdecznie w poezji sami.


Podaruje tobie talizman od odpędzania czasu

który ciebie i wszystkich innych goni

to zepsuty zegarek, i kalendarz z którego

czas powyrywał, gdzie już nie ma kartek. — Bolesław

 

Autor:slonzok

Bolesław Zaja

Do Niej

Twoje słowa przeurocze gdyby istniały oznaczenia, lub można było stanąć jak na sportowym pudle, ustawiłbym ciebie z twoimi kochanymi słowami , w środeczku, było by tobie cudnie
Pozdrawiam -nie , nie zapomniałem, tobie za ciepłe słowa kwiaty, bukiet cały

Do bukietu dołączam bilecik o zapachu konwalii, na nim moje imię -Bolesław , niech się w tobie znów piękno dla mnie w słowach zapali
Dziękuję – Bolesław

Głos i szept kwiatów niemy a grzmi jak burze, otworzy serca, pocieszy duszę.

Gniewy i żale swym wdziękiem kruszą, wymuszą uśmiech i łzę osuszą

 

Kwiatem jestem

- niosę w sobie piękno nie od rzeczy
zadano mi dzisiaj cios w plecy
co zdrowo tnie
w niedobrym śnie

Stoję przed drzwiami opuszczona
w marcowym zimnym świecie porzucona
kulę się w sobie, uchodzę do wnętrza
pragnęłam dać ludziom chwilę szczęścia

Zamknięte drzwi, kir na mnie spadł
zawalił się dla mnie marznącej cały świat
Nie zamykać przede mną drzwi,
cicho szepcze piękny kwiat

Autor :slonzok
Bolesław Zaja
Bolesławzajawwierszach.com